semCAST#15: Skuteczne social media – praktyczne wskazówki i porady dla początkujących

semCAST#15: Skuteczne social media – praktyczne wskazówki i porady dla początkujących

Skuteczne social media - praktyczne
wskazówki i porady dla początkujących

Budujesz własny biznes i zastanawiasz się, od czego zacząć działania na platformach społecznościowych? Sprawdź, na co zwrócić uwagę, aby Twoje działania były nie tylko sensowne, ale i skuteczne.

Gościem Krzysztofa Marca jest Anna Ledwoń-Blacha, Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas, co-founder i główna organizatorka CRASH Mondays oraz autorka książki “Strategiczne podejście do działania w social mediach”.

Czego dowiesz się z tego odcinka?

  • Od czego zacząć działania w mediach społecznościowych?
  • Jak dotrzeć do swojej grupy odbiorców?
  • Jak targetować reklamy w systemie Meta?
  • Jak rozpocząć współpracę z influencerem?

 

SPECJALNY RABAT DLA SŁUCHACZY SEMCASTU!

-20% na cykl szkoleń: Akademia Social Media

KOD: SEMCAST

ODBIERAM!

 

 

Krzysztof Marzec: Cześć, witajcie w kolejnym semCASTcie. Dzisiejszym gościem jest Ania Ledwoń. Cześć.

Anna Ledwoń-Blacha: Cześć, dzień dobry wszystkim.

KM: Dzisiaj wychodzimy trochę poza nasze typowe SEMowe ramy, bo przy budowaniu biznesu nie można ograniczać się do konkretnych narzędzi, konkretnych kanałów. Trzeba wiedzieć, jak działają inne i wykorzystywać je w zależności od potrzeb. Dlatego Ania opowiedz nam, czym się teraz zajmujesz i w czym jesteś najlepsza.

AL: Chciałabym powiedzieć, że zajmuję się marketingiem. Niestety zajmuję się też zarządzaniem firmą. Jestem przedsiębiorczynią przy okazji prowadzącą agencję. Nie powiem, żebym była najlepsza w zarządzaniu firmą. Myślę, że jestem bardzo dobra w działaniach marketingowych, głównie w strategicznych. Natomiast to jest szeroko pojęta strategia, również powiązana z mediami społecznościowymi. Ale podejrzewam, że większość z nas zna ten ból, przynajmniej osoby, które założyły własne firmy, albo działają jako freelancerzy, nagle zamiast robić to, co chcemy i lubimy, zaczynamy zarządzać, bawić się finansami i administracją.

KM: Dokładnie tak, a system podatkowo-prawny nie jest przychylny i ilość zmian. Ale my mamy też zmiany cały czas w naszych systemach reklamowych i powiedzmy, że ktoś odrobił zadanie domowe, ma już założoną stronę, przemyślał, jak to ma wyglądać, buduje swoje treści, odpalił pierwszą kampanię, załóżmy w Google Ads i teraz jakie pierwsze kroki taka osoba powinna stawiać właśnie w mediach społecznościowych?

AL: Ja bym powiedziała, że najpierw zastanowić się, czy jest mi to potrzebne, jeżeli tak to jakie kanały społecznościowe, dlatego że jestem daleka od mówienia, że jak nie macie w mediach społecznościowych, to nie istniejesz, a przynajmniej w taki sposób aktywny. I niejednokrotnie już na konsultacjach z moimi klientami okazuje się, że wycofujemy się z działania w mediach społecznościowych. Często na przykład to wychodzi przy jakichś firmach inwestycyjnych, przy deweloperach, agencjach nieruchomości, gdzie na przykład te media społecznościowe są idealnym rozwiązaniem dla marek osobistych, niekoniecznie dla firmy sensu stricte – z wielu kanałów rezygnujemy. Natomiast oczywiście to są przypadki anegdotyczne, jednak media społecznościowe przydają się większości firm i są bardzo skuteczne, a przynajmniej przyczyniają się do sukcesu. Ja bym powiedziała, że najpierw w ogóle wypadałoby zaudytować, co do tej pory w mediach społecznościowych było robione, bo zakładam, że było. To jest czasami pierwsze działanie, które robi firma. Jak myślimy o biznesie, to jeszcze zanim stronę internetową stworzymy, to już założyliśmy konto na Facebooku. Więc przeaudytowałabym co się działo, gdzie te konta są w ogóle pozakładane i też zabezpieczyła takie sprawy jak kwestie dostępu do nich, bo to jest rzecz, o którą dbamy najrzadziej. Czyli kto jest administratorem, kto ma dostęp do tych wszystkich mediów społecznościowych, w czyich rękach są hasła. To jest mała rzecz, niekoniecznie
strategiczno-marketingowa, ale naprawdę przydatna. Druga rzecz, zastanowiłabym się, jak to wygląda w kontekście naszej konkurencji i przeanalizowała konkurencję tak po prostu. Czy ona jest obecna, w jakich kanałach jest obecna, czyli takie standardowe podejście do działań marketingowych. No i finalnie, niekoniecznie budowałabym strategię obecności w mediach społecznościowych, nie każdy ma na to możliwości, czas, zasoby, budżet. Ale przynajmniej zastanowiła się gdzie te media społecznościowe umiejscowić na lejku i na ścieżce klienta. Bo my bardzo często chcemy przez media społecznościowe sprzedawać tu i teraz w sposób bezpośredni. To się bardzo rzadko wydarza. Najczęściej w przypadku e-commerce’ów i nie zawsze… Media społecznościowe są często narzędziem wspierającym, a nie koniecznie sprzedającym w tym last clicku i rzeczywiście potem ciężko się z tej sprzedaży rozliczać. Dodatkowo też media społecznościowe nie są w stanie działać same, to są tylko i aż narzędzia i są jakby częścią takiego całego działania marketingowego,
są jakby no po prostu systemem naczyń połączonych. Nie da się ich oderwać od działań związanych ze stroną internetową, od działań performance’owych, etc. Dodatkowo też media społecznościowe często są połączone z influencer marketingiem. W dzisiejszych czasach, żeby to było efektywne i efektowne, również warto wykorzystywać chociażby narzędzia oparte na AI. Z tym, że to też zupełnie inny temat. Ja jestem sceptyczno-pozytywnie nastawiona do tych rozwiązań, to to inny temat, więc tak audyt, analiza i zastanowienie się gdzie w ogóle te media społecznościowe na naszej ścieżce klienta umiejscowić, co my od tych mediów społecznościowych chcemy, czyli postawić sobie cele, bo o tym bardzo często zapominamy, a ja po 13 latach pracy w marketingu mogę powiedzieć, że 90% briefów, które dostaję w związku z mediami społecznościowymi, czy też konsultacje albo szkolenia, które na szczęście nie odbywam, bo tłumaczę klientowi, że to nie jest dobre podejście. To jest albo zwiększmy liczbę obserwujących, albo musimy sprzedawać. To się w mediach społecznościowych nie zawsze uda albo nie zawsze opłaca.

KM: Jeszcze się spotkałem, że celem jest trzy posty na tydzień albo na miesiąc. To też chyba bardzo, bardzo zły cel. No dobrze, a gdybyśmy mieli popatrzeć na te media, które mamy teraz do wyboru. Mamy Facebooka, Instagrama, TikToka. Jest też profesjonalny LinkedIn, Twitter dawny, czyli X, na których polskie firmy, takie bardziej z sektora MŚP, powinny się skupiać. Czy to nie jest tak, że na przykład Facebook bardzo przyciął zasięg i będzie nam bardzo trudno zbudować nowy zasięg, czy powinniśmy wybierać już coś innego, czy mimo wszystko dbać też o tego Facebooka?

AL: Ja bym powiedziała, że to zależy, natomiast rzeczywiście wszystkie statystyki i polskie i ogólnoświatowe wskazują, że ten Facebook jeszcze nie umiera i nadal ma się dobrze. Jeżeli chodzi o generowanie ruchu do witryn albo zwrot z inwestycji ROI, to rzeczywiście Facebook, Instagram i środowisko mety nadal przynoszą najlepsze korzyści. Oczywiście w tym całym wyścigu tuż za albo tuż obok jest TikTok, natomiast TikTok działa zupełnie inaczej niż Facebook i Instagram i nie dla każdej firmy MŚP będzie dostępny mam wrażenie. Oczywiście też w rankingu i w topce mediów społecznościowych jest YouTube. Natomiast do YouTube trzeba mieć odpowiednie podejście i zasoby. Albo musimy mieć odpowiedni budżet na Goog Leacy, a na YouTubie to pewnie ty byś więcej powiedział, albo po prostu musimy to robić z głową w sposób organiczny, a najczęściej na to nie ma czasu albo zasobów. Shortsy nam trochę ułatwiły to działanie YouTubowe, ale to i tak jest znowuż system naczyń połączonych, nie da się YouTuba budować tylko na shortsach. Natomiast ja zauważam, że mamy też taki mikro trendzik, jeżeli chodzi o powrót do korzeni i jakby raporty na temat trendów też na to wskazują, że do tej pory mówiło się o dywersyfikacji i niszach, czyli musimy dywersyfikować, musimy być jak największej ilości kanałów społecznościowych i szukać nisz, w których możemy docierać do tych naszych takich plemion i grup docelowych. Natomiast we wszystkich raportach widać teraz, że marketerzy są przebodźcowani i zmęczeni. Chyba około 60% marketerów na świecie nie nadąża za zmianami. W związku z tym, kiedy my jesteśmy tak totalnie rozproszeni, to ciężko nam dobrze ten marketing robić. Kiedy jesteśmy korporacją, to możemy sobie na to pozwolić. Ale jak jesteśmy MŚP albo jednoosobową działalnością gospodarczą, to come on, mamy ten dział marketingu jednoosobowy albo dwuosobowy, który niestety, to tak nie powinno wyglądać, ale życie pisze swoje scenariusze, jest tak zwanym przynieś-wynieś-pozamiataj w marketingu. Więc nie da się dywersyfikować na kilka czy kilkanaście kanałów w mediach społecznościowych, bo mamy jeszcze inne rzeczy do ogarnięcia. Więc ja bym powiedziała, żeby korzystać z tych sociali, które tu i teraz przenoszą nam największy zwrot z inwestycji. I to nadal jest Facebook, i to nadal jest Instagram. Natomiast bez dwóch zdań podpiszę się pod tym, że Facebook ma bardzo niskie zasięgi organiczne, ale my zapominamy o możliwościach, jakie daje nam Facebook. Dla mnie to jest chociażby kwestia związana z grupami dyskusyjnymi. To są takie bardziej inboundowe, oddolne działania na Facebooku. To jest współpraca z influencerami na Facebooku. Zawsze jak to mówię, to jest takie, co? Influencerzy na Facebooku? Tak! I też nawet ostatnie raporty za 2023 rok wskazują, że Facebook był drugim kanałem społecznościowym w Polsce na równi z TikTokiem, który służył do współpracy. 55% współprac było na Facebooku. Więc da się, można. Dodatkowo też, no znowuż, system naczyń połączonych. Ja uwielbiam tworzyć wydarzenia na Facebooku, dlatego że są później dla mnie świetną grupą remarketingową do działań płatnych, do performance’u. Więc to wszystko da się świetnie ze sobą połączyć, ale też powiedzmy sobie szczerze, może i zasięgi na TikToku organiczne są rewelacyjne, ale my z nich bardzo źle korzystamy. Ja zawsze podaję przykład klienta, którego miałam na konsultacjach, to była firma zajmująca się takim ciężkim przemysłem, coś obok stali aluminiowej. I wykręcili sobie viral, prawie pół miliona ludzi w Polsce ich zobaczyło. Ja mówię, no okej, wszystko w porządku. Ale nie dość, że zrobiliście to niezgodnie z prawem, bo skorzystali, oczywiście ktoś im poradził, ekspert, ekspert w cudzysłowie do spraw mediów społecznościowych, że przecież mogą założyć konto twórcy i wtedy korzystać z bazy muzyki komercyjnej. No świetnie, tylko w końcu to się zemści prawnie. Więc po pierwsze zrobili to nielegalnie i wykręcili sobie viral dzięki muzyce, a dwa, czy na pewno pół miliona ludzi w Polsce jest w jakiś sposób potencjalnie, nieważne sprzedażowo,Eb-owo w jakikolwiek inny sposób, zainteresowanych ciężkim przemysłem i stalą aluminiową? No come on, szanujmy się, nie. Więc bardzo prosto o zasięgi na TikToku, tylko pytanie do kogo my docieramy, bo niejednokrotnie z tym sobie nie radzimy i rzucamy się na każdy viral po kolei. Więc super, że docieramy do tak dużych ilości osób, ale to nam nic nie daje realnie marketingowo. Więc mam wrażenie, że na Facebooku czasem jest prościej celować tym zasięgiem, mimo że jest kilkunastokrotnie, jak nie kilkudziesięciokrotnie mniejszy.

KM: Super, mi się rodzi bardzo dużo pytań, ale zostańmy na sekundę przy TikToku, bo wydaje mi się, że wiele osób idzie na takie skróty i widzi, że skoro mogę wyprodukować film w pionie, to mogę go wrzucić i na Shortsy i na Reelsy, na Instagrama, i na TikToka. Czy tego TikToka faktycznie widziałaś albo potrafisz wskazać takie przykłady, które ktoś wykorzystał budując pozytywny zasięg, że to zaczęło przynosić efekty? Bo już wiemy, że to nie jest dla każdego. Natomiast czy tutaj da się faktycznie zmonetyzować ten nasz zasięg organiczny?

AL: Jak najbardziej tak, natomiast przychodzą mi do głowy bardziej takie produkty masowe. No nie powiem, że w marketingu mamy produkty dla wszystkich, ale są takie potencjalnie dla wszystkich. I zdecydowanie mam wrażenie, że branża FMCG, albo branża HoReCa albo branża kosmetyczna, medycyna estetyczna, beauty, moda, uroda, ma troszeczkę ułatwione zadanie, jeżeli chodzi o zasięgi i rzeczywiście robią to dobrze. Dla mnie np. Your KAYA na TikToku radzi sobie świetnie, Krowarzywa, czyli rzeczywiście te takie małe, znaczy małe, nie wiem, czy mogę je nazwać małymi, zależy jak na to patrzeć, no ale jednak MŚP, biznesy, jest bardzo dużo dobrych profili Eb-owych, czyli budowanie wizerunku dobrego pracodawcy i tutaj często dobrze z tym sobie radzą korporacje. Natomiast jeżeli chodzi o takie branże bardziej specjalistyczne, to ciężko mi tutaj podać dobre przykłady, z drugiej strony ja zawsze powtarzam, że widzę wierzchołek góry lodowej. Ja nie lubię jako marketer oceniać kampanii innych, bo ja mogę twierdzić, że coś nie działa, jest brzydkie i jest do dupy, tylko realnie ja widzę wierzchołek. Ja nie wiem, jakie oni z tego zdobyli lidy, jaki wykręcili wynik jeżeli chodzi o stronę internetową. Ja nie wiem jakie oni mają cele. Może przyszedł szef i powiedział nieważne co, ale ważne, żeby było pół miliona. No to z tym ciężko dyskutować. Więc może sobie taki cel zrealizowali, więc ja się już nauczyłam tak troszeczkę nie oceniać z zewnątrz, jeżeli nie znam sytuacji od środka, w szczególności negatywnie. A zresztą też nauczyłam się, że dużo case studies, które obserwuję i którymi się zachwycam, to też często niestety są wydmuszki budowane na pokaz, albo żeby pomalować Excela na zielono. Często też te kampanie, którymi się zachwycam i twierdzę, że są doskonałe, Potem mam okazję rozmawiać z tymi firmami albo ekspertami, oni mówią, nie, jakby to było ładne wizerunkowo, ale nasz cel był sprzedażowy, więc nie wyszło, nie pykło. Także jestem daleka od ocen, że tak powiem.

KM: To zdecydowanie dobra rada, bo patrzenie czasami na działania innych może nas wprowadzić w taki błąd, w którym chcemy powielać te działania, prawda? Widzimy, że coś niby świetnie działa, ale nie do końca to wiemy.

AL: Tak, patrzeć zdecydowanie warto, podglądać, szukać dobrych benchmarków etc., trzymać rękę na pulsie, nie być też o krok za konkurencją, no bo jak nawet nieświadomie będziemy robić to samo, to będziemy o krok za konkurencją, natomiast ja już nie zakładam, że coś jest dobre i złe, bo jak mówię, widzę wierzchołek góry lodowej, więc dopóki nie zobaczę danych, nie zobaczę tego, co się faktycznie wydarzyło, albo nie porozmawiam z tą firmą, to jak ja mogę oceniać?

KM: To myślę, nie wiem, czy się zgodzisz z tym, że jedną z takich kreacji, na którą bardzo trzeba uważać według mnie, która może wyglądać świetnie, a wyniki trzeba po prostu sprawdzić, może być po prostu robienie pułapek na użytkowników, tak zwane baity. I widzę, że niektóre z nich są tak stworzone, że im tylko kliknął, dowiedział się więcej. Zastanawiam się, jak dużo osób potem się od tej strony odbija, szczególnie jeśli to są płatne kliknięcia.

AL: Wiesz co, dla mnie bait jest w porządku, jeżeli po drugiej stronie jest coś wartościowego. Czyli ja baituje swojego klienta, ale rzeczywiście trafia na ogromną wartość. I ja z punktu widzenia konsumenta też mogę powiedzieć bardzo anegdotycznie, że ja trafiam na takie baity i potem mówię, wow, okej, normalnie bym nie kliknęła, dobrze, że mnie zmanipulowali. Natomiast to jest kwestia wartości po drugiej stronie i wiadomo, że bait musi być zgodny z prawem, to nie może być taka totalnie nieetyczna manipulacja. Natomiast ja powiem, jak typowy marketer to zależy, to jest kwestia wartości, którą dostaniemy po drugiej stronie. Bo jeżeli to jest bait taki typowo sprzedażowy, wchodzimy tam z strona produktowa albo z strona główna tak w ogóle, no to come on, no to każdy może się poczuć oszukany. I to nadal wszystko rozgrywa się o psychologię, bo my po prostu zmarnowaliśmy swój czas i czujemy się oszukani. Dodatkowo też rachunek zysków i strat, tak? Jakby strata nas boli bardziej niż cieszy nas korzyść. Więc kiedy my się cieszymy, że coś dostaniemy i mamy tą obietnicę w tym baicie, wchodzimy i tam nie ma nic, to czujemy, jakbyśmy coś stracili. Więc psychologicznie to działa tragicznie, powiedzmy sobie szczerze.

KM: To ja jeszcze wrócę i wyjaśnię skrót dla osób, które nie wyłapały albo go jeszcze nie znają. EB, czyli Employer Branding. I myślę, że to też jest bardzo ważna rola w mediach społecznościowych, bo to jest chyba odpowiedź na to, dlaczego niektórzy wrzucają ogłoszenie i mają bardzo dużo CV i zgłoszeń, a inni mają problem, żeby się przebić. I myślę, że właśnie też trzeba zwrócić na to uwagę, że niektóre firmy po prostu w tym i tylko czasem wyłącznie w tym kierunku prowadzą swoje media społecznościowe albo mają do tego osobny kanał.

AL: I jak najbardziej tak, zresztą jakoś tak się zrobiło, że my w More Bananas wyspecjalizowaliśmy się w kontekście prowadzenia działań w mediach społecznościowych dla korporacji w zakresie employer brandingu, bo mamy bardzo dużo takich klientów i bardzo dużo takich case’ów. Natomiast tutaj też trzeba być ostrożnym, dlatego że to pojęcie employer branding powiązane z employer advocacy stało się bardzo modne. A tutaj wszystko rozgrywa się o ludzi i o ludziach, tak? Więc nie da się wymusić na ludziach promocji firmy. Zatem musi iść proces onboardingu i offboardingu. Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. My możemy prowadzić te działania w najlepszy sposób, ale idziemy na noże z pracownikiem, który od nas odchodzi. I ten jeden pracownik może nam zrobić totalnie złą opinię. I to nie jest jego wina, jeżeli go źle potraktowaliśmy. Różnie bywa. Więc to jest kwestia offboardingu, onboardingu, kultury organizacyjnej, kwestii szacunku do pracownika, wynagrodzeń. I dopiero z takich aspektów wewnętrznych, czyli biznesowych i HRowych wynika to, co nazywamy employee brandingiem. Czyli te wszystkie działania HRowe połączone z marketingiem. Natomiast ja coraz bardziej dostrzegam i widzę, że żyjemy w takim reżimie marek osobistych. Co mnie też trochę boli w kontekście kultury, czyli jeżeli jesteś twórcą muzyki, sztuki, obrazów, fotografem, to ty w pewnym momencie musisz zostać marketerem, żeby cokolwiek na rynku osiągnąć. I mam wrażenie, że to samo zaczyna dziać się w firmach. Czyli nie ma tej kultury organizacyjnej, nie ma tłumaczenia, nie ma wyjaśnienia, dlaczego to jest ważne, nie ma tej takiej współpracy partnerskiej z pracownikiem, tylko jest wymuszanie. I tutaj słuchaj, musisz działać na Linkedinie, musisz pokazywać, że jesteśmy super, no koniecznie musisz to konto na Linkedinie założyć, na Facebooku i na Instagramie, też dobrze żebyś nas promował. Jeżeli ktoś to czuje, to okej. Ale po pierwsze my możemy tego nie czuć, bo nie rozumiemy, po co to jest, nie każdy jest marketerem. Po drugie możemy się bać, bo nie znamy tych narzędzi, nie jesteśmy marketerem, nie wiem, pracujemy w dziale produkcji, albo jesteśmy inżynierem, czy programistą. Po trzecie możemy nie być na tyle związani z firmą. Po czwarte możemy nie lubić mediów społecznościowych, nie być w nich aktywnymi. Ostatnio słyszałam, że nawet jak ktoś ma np. 60-65 lat, pracował w firmie od lat 30, nagle każe mu się to robić bez żadnego przeszkolenia. Więc ten reżim marek osobistych, które mają promować biznes, nie jest czymś dobrym. Więc ponownie, tak jak do wszystkiego, do employer brandingu, do employee advocacy trzeba podchodzić z głową.

KM: Bardzo tutaj muszę się z tym zgodzić i podkreślę jeszcze, że właśnie te oddolne inicjatywy, kiedy to współpracownicy sami z siebie zaczynają się chwalić osiągnięciami swoimi, czy firmy, case studies, artykułami, czy cokolwiek, to jest coś, co chciałbyś słuchaczu osiągnąć u siebie. Ze względu na to, że to jest takie prawdziwe zaangażowanie, oni będą wtedy wchodzili w interakcję, to będzie autentyczne i będzie przynosiło na pewno lepszy efekt niż właśnie takie wymuszone wrzucanie kogoś na głęboką wodę i to, co powiedziałaś, bez przeszkolenia. Koniecznie musi być nawet takie podstawowe wprowadzenie kogoś, bo nawet dobra, wygadana osoba, która stanie przed kamerą i pomyśli, o, to zaraz wyląduje na TikToku, nie chce być kolejnym viralem, będzie przed tą kamerą nieautentyczna i bardzo spięta. No i bardzo często też wkurzona na to, że została do tego zmuszona. Więc tutaj zachęcam do zachęcania też, tak jak to powiedziałaś. Wrócę jeszcze do systemów reklamowych w Google Ads mamy możliwość kierowania po zainteresowaniach, zarówno w wyszukiwarce, jak i w sieci reklamowej Google. Czyli możemy faktycznie wykorzystać, no persony to górnolotne powiedzenie, ale próbę kierowania do odpowiednich osób w praktyce. I wiem, że to samo działa w Facebook Adsach, czyli w całym ekosystemie Mety. Czy powinienem tutaj uważać na jakieś pułapki? Czy tutaj są jakieś dobre praktyki, które polecasz zrobić na początku? Jak zabrać się do takiej kampanii, jak zrozumieć, jak Facebook kieruje to do użytkownika?

AL: Zrozumieć, że w ogóle mamy trzy typy jakby grup docelowych na Facebooku, czyli najpierw to są te wszystkie kwestie standardowe, dane demograficzne, wiek, płeć, lokalizacja i aspekty związane z zainteresowaniem, drugi typ to wszystkie grupy niestandardowe, czyli remarketing na wszelkie możliwe sposoby, remarketing związany z wydarzeniami, remarketing związany z aktywnością w obrębie Facebooka, Instagrama, Możemy targetować reklamy do osób, które wypełniły nasz formularz leadowy na Facebooku. I trzecia kategoria grup docelowych, podobne do. Czyli mamy grupę osób, które kupiły w naszej witrynie, możemy stworzyć grupę podobnych. I w tych działaniach niestandardowych i w grupach podobnych, nie chcę bardzo wchodzić w szczegóły, ale aż tak wiele się nie pozmieniało. Natomiast jeżeli chodzi o to targetowanie, powiedziałam takie bardziej standardowe, czyli kwestie demografii, zainteresowań, to tutaj rzeczywiście Facebook mówiąc bardzo prosto trochę namieszał, bo rzeczywiście tak jak każde narzędzie wprowadził więcej rozwiązań opartych na AI. I tak jak kiedyś jeszcze 5-6 lat temu szkoliło się i mówiło się o tym, że trzeba bardzo konkretnie targetować te grupy docelowe, bardzo konkretnie dobierać zainteresowania, w tym momencie mam wrażenie, że im szerzej, tym lepiej i rzeczywiście ta optymalizacja, którą sam Facebook dokonuje w obrębie danej grupy docelowej, jest najlepsza. Z tym, że to nie sprawdzi się w każdej branży to na pewno, a dwa, ja nadal w związku z tym, że wszyscy teraz mówią o tym szerokim targetowaniu, przypominam, że na Facebooku istnieje coś takiego jak zawężanie i wykluczanie, bo ja niejednokrotnie na tym się już przejechałam, a mianowicie podczas na przykład promocji steków do ludzi zainteresowanych restauracjami, gdzie nie wykluczyłam wegetarian i wegan. I są czasami takie pułapki właśnie tego typu, na które możemy się wpakować. Dodatkowo też w związku z tym, że Facebook coraz większą jakby rękę nam podaje i chce wszystko zrobić za nas, chce żeby to było jak najprostsze w tych rozwiązaniach AI, To z jednej strony to jest dobre. Dla Facebooka jest dobre, bo więcej zarabia, bo ludzie nie boją się tych reklam tworzyć. Dla nas jest lepsze, bo jesteśmy w stanie efektywniejsze reklamy tworzyć sami, przynajmniej te w podstawowych wersjach. Natomiast ja zawsze powtarzam, że to jest trochę jak z fotografią. Żeby w fotografii zacząć robić jakieś surrealistyczne rzeczy albo w malarstwie, musimy przejść przez podstawy. Jeżeli my zaczniemy na Facebooku od razu, czy w Mecie po prostu, korzystać od razu z tych rozwiązań AI-owych, my wiemy, że coś działa, ale totalnie nie wiemy dlaczego, więc nie wiemy, jaka realnie grupa docelowa, w jakich zainteresowaniach, etc. jest dla nas najkorzystniejsza. Więc to jest super, natomiast na początku polecam od podstaw, żeby jednak starać się jak najwięcej rzeczy robić ręcznie, bez wykorzystania AI, bo narzędzia nie są wieczne, a jednak wiedza o grupie docelowej jest potrzebna, więc dobrze wiedzieć, jak to po prostu działa. Temat rzeka.

KM: OK, mamy bardzo podobne rozwiązanie w Google Adsach, nazywa się Performance Max.

AL: Performance Max, tak.

KM: Odpalenie go po prostu może przynieść dobry efekt lub nie. Jak zwykle ulubione słowo w branży to zależy. Natomiast właśnie raporty, czytanie ich, wyciąganie wniosków nauczą nas, gdzie jest nasz odbiorca i gdzie go Google znalazł. Czy to przypadkiem nie jest tylko kierowanie na naszą markę, bo to jest akurat pułapka Performance Max. Ale tam też działa remarketing i tutaj chciałem Cię o to zapytać. Wiele osób mówi, że remarketing jest super ważny, ratuje konwersje, żeby używać go między kanałami, żeby nie tylko stosować go w Google Adsach, ale właśnie rozszerzyć o Metę. Ale ja mam też takie negatywne przykłady. Na przykład zobaczyłem świetne buty i te buty za mną cały czas chodzą. Problem w tym, że co klikam w tą reklamę, oni dalej nie mają mojego numeru. Zapisałem się już na powiadomienie z moim numerem. Natomiast męczą mnie dalej. Pytanie, na co tutaj powinienem uważać? Jak zrobić po prostu remarketing skutecznie, a nie dla sztuki?

AL: To nie jest wina narzędzia, tylko to jest kwestia nieznajomości narzędzia, więc o ile te podstawowe rzeczy związane z Meta Adsami są proste i coraz prostsze, o tyle rzeczywiście w kontekście kampanii związanych z konwersją wszelakiego typu bądź działań remarketingowych możemy władować się na tak zwaną minę i strzelić sobie gole do własnej bramki. To jest chociażby kwestia cuppingu i częstotliwości wyświetlania reklam na osobę. To jest kwestia tego, czy rzeczywiście osobom, które już kupiły jakiś produkt na stronie wyświetlać reklamę, czy nie. Naturalnie ciśnie nam się czasami na język, że nie, po co już kupiła? To po co mu ten produkt wyświetlać? Czasami są powody, bo jeżeli jest ta osoba bardzo zadowolona i widzi ten produkt, który kupiła, jest szansa, że wystawi pozytywny komentarz pod reklamą. I to też może sprzyjać tej reklamie i pozostałym ludziom, którzy ją zobaczą. Więc to jest też kwestia tego, jakie jest u nas okienko sprzedażowe. Czy łapać tego użytkownika po 7 dniach, po 30 dniach, po 180 dniach. Ktoś mógłby powiedzieć, że remarketing 180 dni to za dużo. No zależy w jakich usługach i w jakich produktach. Czasami to będzie jeden dzień, czasami miesiąc, czasami siedem dni. Więc tu jest wiele aspektów, na które musimy zwracać uwagę. Poza tym ludzie bardzo często robią remarketing na zasadzie był w jakimkolwiek miejscu na stronie, to niech zobaczy cokolwiek. No nie, to musi być wszystko z głową stworzone. I rzeczywiście tutaj im bardziej w zaawansowany sposób ten remarketing będziemy tworzyć, tym lepiej. Natomiast podstawą jest poznanie wszystkich opcji, jakie daje nam Meta. Zanim siądziemy zaczniemy robić remarketing. Zobaczmy jakie mamy możliwości. Związane też z katalogami produktowymi etc. Później, zanim zaczniemy to robić, rozpiszmy to sobie. Nie wiem, Excel, kartka papieru, gdzie lubisz, ale rozpisz sobie te wszystkie możliwe kombinacje w podstawowym zakresie, albo przynajmniej pomyśl o tym, a dopiero później twórz kampanię remarketingowę.

KM: To ja tylko dodam jeszcze, żeby pamiętać, że remarketing wymaga działania ciasteczek, a ciasteczka to consent mode, żeby tego też sobie nie zawalić, bo jednak jest to super ważne teraz. Marzec 2024, czas wielkich zmian w samym Google, ale będą pewnie kolejne zmiany w przyszłości. Ja powiem szczerze, że rzadko kiedy pamiętam, że jestem pod wpływem influencerów, ale na przykład na moim Instagramie pojawiają się cały czas podpowiedzi, gdzie w Krakowie iść do jakiejś restauracji, kawiarni, ciągle mnie katują jakimiś słodkościami, to jest najgorsze. I dobra, z punktu widzenia takiej restauracji i współpracy z taką osobą może wydawać się łatwa i pewnie dałoby się jakoś zmierzyć efekty. Natomiast jak firmy z innych branż, jak powinny zacząć w ogóle myślenie o współpracy z influencerem? Zabierać się za to samemu? Jak sprawdzić tego influencera? Jakie byłyby takie absolutnie pierwsze kroki w tym zakresie?

AL: Rzeczywiście warto zastanowić się, czy będziemy to robić sami, czy z agencją zewnętrznie, wszystko ma swoje wady i zalety. Jeżeli będziemy robić to sami, to potencjalnie jest taniej. Dlaczego mówię potencjalnie? Bo jak robimy to pierwszy raz i zrobimy to źle, to finalnie wyjdzie drożej. Wcale nie taniej. Po drugie, my bardzo często jako firmy in-house’owo nie mamy narzędzi, z których korzystają agencje właśnie do weryfikacji influencerów. Te, z których ja korzystam, które bardzo lubię, kosztują parę stów miesięcznie. Dla agencji, dla dużej korporacji to są koszty, które się rozłożą. W przypadku firmy z MŚP, no wywalanie 1500 zł na narzędzie do weryfikacji influencerów może być grą niewartą świeczki. Więc są wady i są zalety każdego rozwiązania. Ja myślę, że jeżeli nigdy wcześniej nie mieliśmy doświadczenia jako firma albo jako specjalista z influencer marketingiem, to przy pierwszych kilku kampaniach warto skorzystać z agencji reklamowej, z freelancera, w zależności od tego z kim wolimy współpracować. Natomiast przy kolejnych współpracach rzeczywiście możemy pokusić się już o zrobienie tego samemu. Natomiast no rzeczywiście będzie gorzej z dostępem do niektórych narzędzi. Pytanie, czy one są aż tak stuprocentowo niezbędne. Natomiast jeżeli chodzi o weryfikację influencerów, ja lubię sobie ułatwiać życie, a nie utrudniać. Więc mam narzędzia, które to ułatwiają, jak chociażby InfluTool, albo Hypeauditor, albo Social Blade. Z tych wszystkich najbardziej lubię polskie InfluTool. Nie płacą za promocję. Natomiast rzeczywiście na influtool jest dostęp do większości kont społecznościowych, czyli TikTok, Instagram, Facebook, YouTube. Na Hypeauditor znajdziemy głównie po prostu Instagram. Dodatkowo też bardzo lubię Whitepress, whitepress to pewnie kojarzą seowcy głównie, natomiast na Whitepressie bloger jak najbardziej jest wydawcą. Z blogerami nadal się współpracuje, dodatkowo blogerzy też posiadają media społecznościowe. Więc dla mnie Whitepress i ich wyszukiwarka blogerów jest doskonała, bo od razu widzę jakość strony, poziom merytoryki, technikalia, unikalne wejścia miesięcznie, jak to widzą narzędzia SEO, tam Semstorm, Semrush, etc. I od razu widzę stawki. Więc mi narzędzia ułatwiają życie, bo jest po prostu szybciej. Natomiast żadne narzędzie nam nie da jednej podstawowej rzeczy wyczucia. Jeżeli to jest jakaś współpraca, gdzie mamy setkę influencerów do pozyskania, albo to jest współpraca barterowa, albo współpraca z mikro- nano-influencerami, to wiadomo, że ja ich nie będę z każdej strony oglądać, bo ponownie to jest przerost formy nad treścią. Ale jeżeli, ja chcę jakiemuś influencerowi zapłacić 50-100 tysięcy złotych za kampanię i ja go nie znam, nie współpracowałam z nim wcześniej, to oprócz narzędzi zewnętrznych ja sięgam jeszcze po inne rozwiązania. Patrzę z jakimi firmami influencer pracował i odzywam się często do tych firm. Jak ktoś pyta po co budować sieć kontaktów na Linkedinie, to również po to. Czyli od firm niejednokrotnie wiem, czy z danym influencerem się dobrze współpracowało, czy były efekty. Trzecia rzecz, staram się influencera obserwować. Bo żadne narzędzie mi nie powie, że influencer promuje batoniki promując się na prawie kobiet. Albo żadne narzędzie nie powie mi, że influencer promuje w stolicach witaminę C lewoskrętną. Albo twierdzi, że covid znika przy 27 stopniach. To niekoniecznie są influencerzy z którymi ja chciałabym pracować, ale to jest dostępne tylko dla mnie wtedy, kiedy ja danego influencera obserwuję. więc narzędzia i wyczucie. Natomiast w kontekście MŚP to bardzo często no właśnie do narzędzi nie mamy dostępu, więc to jest ocena ogólnego zaangażowania, czyli nie patrzymy tylko i wyłącznie na liczbę obserwacji, subskrypcji, lajków, tylko patrzymy na to, jakie jest zaangażowanie pod postami. Dodatkowo, ja też zawsze powtarzam, żeby nie patrzeć na zaangażowanie pod postami normalne, tylko pod postami reklamowymi. Bo te posty reklamowe, no come on, zawsze są słabsze organicznie niż w te pozostałe treści influencera. I patrzenie na te pozostałe może nas też po prostu doprowadzić do złych wniosków, więc patrzymy na treści reklamowe. Można influencera poprosić o statystyki. Świetnie, że influencer ma 100 tysięcy obserwujących i zaangażowanie, nie wiem, strzelam na poziomie 60%, to się raczej nie zdarza, ale strzelam. I cóż z tego, skoro np. nasza grupa docelowa to 50+, a influencer ma 40-. Więc i tak nie wygenerujemy zasięgu tam, gdzie byśmy chcieli. Także da się weryfikować ręcznie po prostu pod kątem zaangażowania, jakości contentu. Możemy prosić influencera o statystyki. Dodatkowo też dla mnie zielona lampka się zapala wtedy, kiedy influencer bardzo szybko zyskuje obserwujących. Ja nie zakładam, że stało się źle. Nie wiem, mógł być w pytaniu na śniadanie, czasem to winduje. Mógł go jakiś większy profil wypromować, mógł rzeczywiście uruchomić kampanię płatną. Ale bardzo często te szybkie wzrosty wiążą się z zakupieniem, no niestety, obserwacji na Allegro. Tak samo szybkie wzrosty albo takie duże zmiany w ilości obserwowanych przez influencera profili. To też często nam może wskazać na działalność botową. No i w przypadku instagramerek i instagramerów, bardzo często są tak zwane koła wzajemnej adoracji i promocji. Ja z racji tego, że gdzieś tam jestem takim mikroinfluencerem, jestem do tych kół zapraszana. Uwielbiam to, bo tworzę sobie czarne listy. Natomiast no to jest koło takiej wzajemnej lajkowni, tak, ci influencerzy sobie nawzajem nabijają zaangażowanie. To często też wychodzi w komentarzach, bo te komentarze są na zasadzie super, świetnie, ładnie, tam nie ma jakby takich sensownych, rozbudowanych komentarzy. No ale też nie trzeba zakładać od razu z zewnątrz, że to jest oszustwo. Może rzeczywiście grupa docelowa tak komentuje i taka jest. Natomiast no jak widać, jest sporo czynników, które trzeba zweryfikować. Dodatkowo też musimy przemyśleć w jaki sposób, w jakiej metodyce, w jakim modelu chcemy z influencerem współpracować. Czy to będzie ambasador marki? Czy to będą iteracyjne kampanie z tymi samymi influencerami? Iteracyjna kampania z nowymi influencerami. Raczej jednorazowa kampania raz na rok, wiele nam nie da powiedzmy sobie szczerze, to już nie te czasy. Dodatkowo też, jeżeli chodzi o model współpracy, co to będzie, unboxing, recenzja, właśnie ambasadorstwo, wpis sponsorowany, artykuł blogowy, no jest wiele rzeczy, które musimy przemyśleć. Które też wynikają finalnie z celu, który sobie postawiliśmy, kampanijnego.

KM: Zdecydowanie. Właśnie cel, cel, jeszcze raz cel, o tym nie można zapominać. I dobrze, że podkreśliłaś rolę botów, bo myślę, że mało kto sobie zdaje sprawę, że na przykład nawet na LinkedInie istnieją ogólnodostępne programy, których celem jest to, żeby zwiększać zasięgi, a zwiększają go w bardzo różny sposób, od pozyskiwania fałszywych polubień pod wpisami, po składanie nam życzeń urodzinowych z automatu. Więc jest tutaj zawsze potencjał i trzeba na to bardzo, bardzo uważać. Chciałem Cię zapytać jeszcze o plan, właściwie plan treści, plan contentowy, bo w SEO jest to dla nas dosyć proste. Wystarczy, że mam jakąś tematykę, wrzucę to do planera słów kluczowych, wrzucę to do narzędzi takich jak Contadu, od razu dostaję całe tematy i właściwie szkic całego artykułu, na co powinienem odpowiedzieć. Jak planować dobrą treść pod media społecznościowe?

AL: Ja będę uparta i będę mówić o celu, bo bardzo często jest tak, że mamy w mediach społecznościowych cel, nie wiem, związany z budowaniem świadomości marki, albo z jakimś środkowym etapem lejka, z edukacją, z zaangażowaniem, a ciśniemy w postach produktówkę. Gdzie tu jest połączenie naszego celu z tym, co jakby wrzucamy w media społecznościowe. Kolejny aspekt to jest znajomość algorytmów w zakresie właśnie częstotliwości dodawania treści. Natomiast ja też powtarzam, że jakość ponad ilość, bo na TikToku idealnie byłoby codziennie, na Instagramie też idealnie byłoby codziennie, ale jeżeli to codziennie to mają być totalne treści śmieci, no to lepiej jednak robić to rzadziej, ale lepiej, żeby to były treści jakościowe. Ponadto też musimy pamiętać, że w mediach społecznościowych mówimy do ludzi na różnym etapie lejka. Niezależnie od celu, który realizujemy i też trzeba wszystkich zaopiekować, albo zdecydować, że opiekujemy się tylko tymi, którzy np. są na etapie budowania świadomości, albo na etapie opieki posprzedażowej. No i ten etap klienta w mediach społecznościowych albo potencjalnego klienta też będzie wpływał na to, jakie treści publikujemy. Dodatkowo reagowanie na trendy tworzenia RTM-ów i memów. Określenie czy to jest dla nas? Jeżeli tak, to stworzenie na to ogólnej strategii. Bo jeżeli nie mamy planu na tworzenie memów i RTM-ów, to co są potem te wszystkie memy i RTM-y, które nasi rodzice wysyłają nam mailem, a potem agencja tworzy je tydzień później. Bo wszystko w procesie akceptacji było przez 3 tygodnie. Więc troszeczkę za późno. Kolejny aspekt to kwestia tego, żeby pamiętać, że w mediach społecznościowych nie mamy tylko klientów i potencjalnych klientów. Często to są ambasadorzy naszej marki, często to są po prostu fani. Ja zawsze podaję swój przykład anegdotyczny. Nie piję piwa. Gdybym piła piwo, to raczej nie piwo marki Żubr, natomiast jestem psychofanem marki Żubr w mediach społecznościowych i polecam ją wszędzie. I czy ja jestem dobrą grupą docelową? Tak, bo mam znajomych, dzięki którym, dzięki mnie treści Żubra do nich docierają, tak? Więc my też tam mamy interesariuszy, mamy tam pracowników, mamy tam influencerów, którzy być może nas podglądają, więc trzeba też zdać sobie sprawę o tych wszystkich innych potencjalnych grupach w mediach społecznościowych. Dodatkowo też kwestie związane z godziną publikacji, z dniami publikacji, to też trzeba wziąć pod uwagę w planowaniu. Natomiast jeżeli chodzi o same treści i ich rodzaj, to oprócz tego wszystkiego, co powiedziałam, ja bardzo lubię robić ręczną robotę. Ja znam swoich klientów, z imienia i nazwiska i klientów swoich klientów. Ja widzę, kto mnie obserwuje w mediach społecznościowych, więc ja często robię robotę głupiego, ona nie jest istotna statystycznie, ale przydatna. Chodzę po profilach tych ludzi i sprawdzam co publikują, na co reagują, jak się zachowują. Jeżeli sprawdzę na przykład tysiąc takich profili i okazuje się, że żaden z moich klientów nie jest aktywny w mediach społecznościowych, to czego ja na boga oczekuję? Tutaj aktywności i zaangażowania nie będzie, to nie jest taka grupa docelowa. Natomiast jeżeli chodzi o samą tematykę treści, no to nam powinno wyjść ze zbudowanych person. Jeżeli nie mamy zbudowanych person, to przynajmniej tak po omacku, zorientowanie się co naszą grupę docelową może interesować. Właśnie na bazie tych wszystkich rzeczy, które sobie wcześniej powiedzieliśmy. Zresztą w tym momencie żyjemy w świecie generatywnej AI, która może nam masę pomysłów dostarczyć. Mamy nadal Answer the public, możemy szukać na Quorze, na Reddicie, możemy w grupach dyskusyjnych, możemy obserwować, co robią influencerzy i co się podoba naszej grupie docelowej, więc ponownie temat rzeka.

KM: Okej, czas na naszą semkostkę, a w tym przypadku to właściwie chyba socialkostkę. Losujemy jedno pytanie, które jest bardzo podstawowe, ale mam nadzieję, że wniesie coś ciekawego. Wylosowaliśmy oczko, czyli właściwie filozofia, której lepiej uczy się na cudzych błędach. Opowiedz nam coś o jednej porażce albo coś, co o mały włos otarło się o porażkę, niekoniecznie Twoją, ale coś, co było taką życiową lekcją w social, w biznesie.

AL: O mamo, muszę ci powiedzieć, że trudne pytanie. Ja ostatnio bardzo dużo strategii marketingowych robię i mam wrażenie, że to są pieniądze totalnie wydawane w błoto, dlatego że firmy bardzo często nie chcą tych strategii opierać na badaniach. Jak słyszą, zróbmy badania inicjowane, zróbmy jakieś ankiety, wywiady pogłębione, etc. No to nie, no przecież my znamy swoją grupę docelową, my znamy swoich ludzi, po co nam te badania, ja pani opowiem. I nie będę ukrywać, że czasami się udaje stworzyć coś sensownego, bo rzeczywiście ci ludzie tą firmę znają. Jestem w stanie porozmawiać z handlowcami, z działem obsługi klienta, z biurem obsługi, etc. I to rzeczywiście ma ręce i nogi. Zakładam na bazie doświadczeń, że gdyby te badania się pojawiły, mogłaby być lepiej. Ale jest okej. Natomiast są sytuacje, kiedy ja widzę, że to nie ma sensu. To się po prostu nie zepnie. Oczywiście edukuję klienta, mówię, jakie są zagrożenia. Głupia byłabym, gdybym pieniędzy nie wzięła. Come on. I to jest też coś, z czego się nauczyłam, bo wcześniej podchodziłam do tego bardzo etycznie, jeszcze przed pandemią. Nie, nie, nie. Ja takiej strategii nie zrobię. Nie ma opcji. W tym momencie widzę, że jeżeli ja jej nie zrobię, to zrobi ją inna agencja i po prostu oddaję pieniądze. Więc zabezpieczam się z każdej strony, żeby wobec siebie być fair. I mój kręgosłup moralny dobrze się czuł, czy tłumaczy, że to nie będzie miało sensu, że ta strategia będzie niemiarodajna, prawdopodobnie wyniki będą błędne, że zacznie się to implementować, może się tutaj nic nie wydarzyć dobrego, etc. Jak klient to słyszy i nadal chce, to ja te pieniądze biorę. No i niestety okazuje się, że tak wychodzi. Czyli, że tworzymy coś, co jest do kosza realnie. Ja bym z tego nie skorzystała tak siłą rzeczy. Natomiast, no cóż, to jest też nauka dla mnie. Wiem, żeby z każdą taką sytuacją i case’em klientom tłumaczyć. No i ja też nie wyobrażam sobie zrobić strategii dla własnej marki osobistej albo dla firmy jakiejkolwiek, bez poparcia tego badaniami, bo tego się już nauczyłam. Natomiast też niejednokrotnie Coś, czego uczą mnie inne firmy to bardzo mocna komunikacja wewnętrzna, bo niejednokrotnie siadamy do stołu, robimy strategię i potem ona idzie do szuflady. To, że idzie do szuflady, to jest norma, o tym wszyscy wiemy, to się w marketingu zdarza. Natomiast bardzo często jest tak, że strategię marki, strategię komunikacji marki, strategię marketingową w firmie zna tylko dział marketingu. Geniusze zła. Zawsze tłumaczymy, że cała firma to powinna poznać. Nieważne, czy to jest sprzątaczka, dział produkcji, czy dział obsługi klienta. Każdy w odpowiednim zakresie, ale dobrze, żeby każdy czuł, że gra do tej jednej bramki i wiedział, dokąd firma dąży. Przecież marketing to jest też to, jak się zachowujemy, jak rozmawiamy z klientami. Więc to chowanie do szuflady strategii albo zatrzymywanie nie tylko w dziale marketingu, bo przecież to innym jest niepotrzebne, to jest też coś, co dużo mi dało do myślenia, bo zauważyłam, że jeszcze parę lat temu ja też te rzeczy trzymałam w rękach naszego działu marketingu. A, bo przecież ludzie mają swoje rzeczy do robienia i tak dalej. Natomiast im dalej wlazł, tym częściej zauważyłam, że po pierwsze jak każda zmiana w marketingu taka większa wymaga jakby zakomunikowania tego w firmie, a dwa my to cyklicznie co roku powtarzamy, bo ludzie zapominają o pewnych rzeczach w toku codziennej pracy, no jednak oni też budują wizerunek naszej firmy. Więc powiedziałabym, że to jest taka nauka na błędach. Co do nauki też na błędach biznesowych mojej własnej osoby i podejścia do biznesu, to patrząc na to, jak wiele osób publikowało posty na temat tego, że się wypaliło zawodowo, że się władowali w depresję bądź inne kwestie związane ze zdrowiem psychicznym właśnie ze względu na pracę, to stwierdziłam, że ja tak nie chcę i może nie mam miliona na koncie i nie będę miała, ale np. wolę sobie polecieć do Afryki na dwa tygodnie albo jechać na festiwal na tydzień, a nie naparzeć za wszelką cenę, więc jakby współczuję sobie i innym, że ich to w ogóle dotyka. Natomiast ja po sobie tego nie zauważałam, potrafiłam te 12 godzin dziennie pracować przez 7 dni w tygodniu i człowiek na sobie jakby patrząc na siebie tego nie widzi, nie? Jest okej. Więc dopiero patrząc na innych, na rozmowy z innymi, na swój mastermind, na swój drugi mastermind, tam sprzed paru lat, zauważyłam, no nie, ja tak nie chcę pracować, ja tak nie chcę żyć. Teraz w ogóle nauczyłam się mówić, że co ja robię, no po godzinach życia robię marketing. Bo zawsze mówię, że po godzinach pracy. Why? Jakby ludzie, mamy życie, powinno być po godzinach życia pracujemy. Więc takie sobie nowe powiedzenie uknułam.

KM: Płynie z tego bardzo kilka cennych lekcji dla mnie. Pierwsza to, uśmiecham się, ale to trochę tak jest śmiech przez płacz, bo podobnie jest z audytami SEO, które są zlecane, wielki audyt, a potem idą do szuflady. To jest najgorsza rzecz, którą można zrobić, bo nie dowiedzie się wyników bez poprawy strony technicznej. Druga sprawa to właśnie briefy, które narzucają pewne rzeczy, a też nie zakładają, że może być inaczej, niż ktoś się spodziewa. Pamiętam doskonale, jak dostaliśmy informację, że odbiorcą marki są młode osoby, takie celowane, bardziej studentki. A potem przedstawiliśmy wykres, raport z narzędzia klienta, który pokazuje, że to jest marka, z której kupują najczęściej 35 plus do 45 kobiety i to tak jest i tego się nie zmieni myśleniem życzeniowym. Natomiast to, co powiedziałaś na koniec, to jest dosyć dobre. Często mi się wydaje, że takie dociskanie siebie, które źle się kończy, wiąże się z tym, że my jesteśmy wychowywani w takiej kulturze wiecznego sukcesu. Zawsze muszą być wzrosty. Nagle jak się to zatrzyma, to jest źle i to koniec świata. A to nie jest koniec świata. Tego doświadcza teraz branża IT. Firmy się kurczą i wiadomo, że niektórzy zwalniają tylko po to, żeby wykazać większe dochody. Nie o tym mówię. Mówię bardziej o tym, że gdzieś się kończy rozwój, gdzieś jest mniejszy rynek i ktoś się tym załamuje. Trzeba było założyć od początku, że nigdy nie będzie tak, że zawsze będziemy rosnąć. I myślę, że to też jest zdrowe podejście, że gdzieś jest ten koniec, że gdzieś jest coś, że siadam i jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Ale dzięki, że się tym podzieliłaś, myślę, że to pomoże wielu osobom, które prowadzą swoje własne biznesy. I na koniec mam pytanie, którego nie mogłoby tego magicznego skrótu zabraknąć, on dzisiaj już zresztą padł. AI. Jak uważasz, że AI może zmienić albo już dla Ciebie zmienia oblicze mediów społecznościowych, no bo na pewno można wspomagać się konkretnymi narzędziami, na pewno jest też dużo bicia piany i mówienia jak to AI zmieni nasz świat. No widzimy, jest już od pewnego czasu i czy coś faktycznie da się sensownie wykorzystać, coś się zmieniło, coś ci ułatwia pracę? Jak to widzisz z punktu widzenia praktycznego?

AL: Ja widzę na bazie swojej osoby, widzę na swoich pracownikach, pracowniczkach, widzę też na szkoleniach z klientami, że to bardzo dużo pozmieniało, ale też jest sporo bicia piany. Zawsze przywołuję tutaj Gartner Hype Cycle i mam wrażenie, że podążamy do doliny rozczarowań, bo kiedy szkolę ludzi, to jest takie oczekiwanie po stronach firm, że AI rozwiąże wszystkie ich problemy w sposób magiczny. Generatywna AI nie rozwiąże ich problemów. Jeszcze wczoraj wrzucałam screena, bo się śmiałam, że Gemini odparło mi, że jest tylko modelem językowym i nie może mi pomóc. No dzięki ziom. Więc jest ten szklany sufit, który firmy chciałyby przebić, nie musieć wielu rzeczy robić, realizować, tylko oczekują, że AI rozwiąże ich problemy. AI nie rozwiązuje wielu problemów. Dodatkowo też ja zawsze powtarzam, że np. jak w szkole to nie jestem specjalistką do spraw sztucznej inteligencji. No come on, nie jestem z żadnej strony. Jestem specjalistką do spraw marketingu, która zaimplementowała w swojej pracy narzędzia oparte na AI i tego masz w ogóle nauczyć, ale jakby nie jestem specjalistką do spraw jakby AI sensu stricte. Natomiast ja coraz bardziej zauważam, że idę w stronę takiej pomocy w realizacji codziennych jobs to be done, jeżeli chodzi i o Gimmi, i o Barda, i o ChatGPT, i coraz mniej wykorzystuję je do tworzenia treści sensu stricte, bo jednak widzę, że ja to robię sama szybciej. Jeszcze ja to sama robię szybciej. I to nie jest kwestia promptowania, ale jednak uważam, że mam w miarę kreatywny łeb, że tak to ujmę. Natomiast to jest generatywna AI, tam nie ma nic twórczego. To jest generowanie pomysłu na bazie tego, co internet kiedyś stworzył, przyjął i co ludzie sobie wymyślili. Natomiast korzystam do tego masowo, jeżeli chodzi o odpowiadanie na maile. Na większość maili już odpowiadam przy wykorzystaniu chociażby Harpy. Korzystam z AI do analizowania raportów, do research, do syntetyzacji pewnych rzeczy, do szybszej konsumpcji treści w internecie. Na przykład na samym odpowiadaniu na maile zaoszczędziłam półtorej godziny, bo tych maili mam bardzo, bardzo, bardzo dużo i czasami trzeba było na nie w bardzo elaboratyczny sposób odpisać. Takiego słowa nie ma, wiem. Natomiast rzeczywiście w tym odpowiadaniu na maile, w codziennej komunikacji, wow, to jest poprawa mojego życia. Bardzo mocno też generuje sobie graficzki i nie graficzki w Midjourney i to jest maksymalnie pomocne. Natomiast my też tego nie wykorzystujemy na co dzień przy pracy z klientami. Bo jednak prawa autorskie, do tego nie ma prawa autorskich, etc. Mamy nawet jednego klienta, który w umowie miał zastrzeżenie, że nie możemy korzystać z materiałów graficznych generowanych przez AI. Czasami firmy na to też patrzą etycznie. Każdy ma swoje powody. Natomiast to pomaga też w zrozumieniu się z grafikiem. Zamiast opisywać, można już coś pokazać, więc jakby to jest też przyspieszenie pracy. Więc ja nie uważam, że AI pomaga w pracy kreatywnej. Ja uważam, że pomaga w codziennych jobs to be done. Tak realnie. Bo jeżeli ktoś umie promptować, to faktycznie jest w stanie coś stworzyć ciekawego, kreatywnego. Bo to się też zdarza. Oczywiście, że wykorzystuje do tworzenia jakichś tam, nie wiem, sloganów reklamowych i tak dalej. Natomiast większość ludzi nie wie albo chce na szybko i potem mamy wysyp postów na Linkedinie. Droga sieci Linkedinowa albo drodzy czytelnicy moich treści, jak to widać, że to jest wygenerowane przez AI i komuś się nawet pierwszego zdania nie chciało zmienić, no po prostu come on. Natomiast też zauważam taką dychotomię, bo przynajmniej w mediach społecznościowych mówi się o tym trendzie na autentyczność. Wracamy do mówienia o user generated content, ludzie chcą treści autentycznych, szczerych, backstage’owych, marketing koło zatoczył, nie? Internet już tak wygląda, chcemy starego internetu, no i ciężko zachować szczerość i autentyczność generując treści przez sztuczną inteligencję. No i też niejednokrotnie, jak ktoś jest zaprawiony w bojach, mimo że jest zwykłym Kowalskim, to on się orientuje, że to zostało wygenerowane przez jedno czy drugie narzędzie. Najgorsze, co można zrobić, to o tym nie poinformować. Ludzie też bali się, że będzie masa treści i nadprodukcja treści. Ja myślę, że ta nadprodukcja treści i tak byłaby, nieważne czy AI by zaistniał, czy nie w taki bardzo dostępny sposób. Natomiast ja bym została w opozycji do tego, że te treści są złe. Mam wrażenie, że jednak tych treści dobrych jest lepiej. Zważywszy na to, że ludzie nie potrafią pisać, to… to i tak AI sobie radzi z tym lepiej niejednokrotnie. Natomiast boję się też takiego właśnie zachłyśnięcia się tym, bo widać to już w mediach, tak? Gazeta Wyborcza. Nie zakładam, że z powodu AI nie wchodzę jakby w ich motywację. Ale zwolniła dział korekty, na boga. Podejrzewam, że to będzie tylko postępować. Po co mi copywriter, mam chat GPT. Natomiast chat GPT i każde inne narzędzie wywala sporo błędów, halucynuje. Ja się śmieję, że to są narzędzia na grzybkach, ulegają halucynacjom.

KM: To zdecydowanie tak. Tam jest dosyć duży problem też z odpowiedzialnością prawną, właściwie, jeżeli wprowadzimy użytkownika w błąd, czyli znowu weryfikacja tych generowanych treści jest super ważna, ale widzę, że mamy tutaj podobnie, bo i w SEM-ie, jeżeli chodzi o pomysły reklamowe i w samym SEO, w optymalizacji, korzysta się z tego jako wsparcia. I chyba najmocniejsze są te narzędzia, które są pisane już konkretnie pod rozwiązywanie konkretnych problemów, czyli my na przykład mamy ulepszanie treści pod kątem nasycenia słowami kluczowymi i tam według mnie ważniejsza może nie jest AI, ale Big Data, że system zbiera dane z Google i w ten sposób się uczy i wie, o czym ja powinienem pisać, ale znowu może gdzieś tam napisać za mnie i tak jak mówisz, są niektórzy tacy copywriterzy, że oni będą zastąpieni przez AI. Natomiast jeżeli będą to kreatywne rzeczy, bardziej zaawansowane, no to też nie widzę tego w najbliższej przyszłości. Im dłużej pracuję z AI, tym mam wrażenie, że im więcej człowiek tego używa, tym bardziej się trochę właśnie rozczaruje.

AL: Ja ostatnio bardzo prostą treść chciałam wygenerować, jakby tu nawet sztuka promptowania nie była potrzebna, a mianowicie chciałam wygenerować tekst o muzyce gotyckiej w Polsce. No i według czatu GPT, muzyka gotycka w Polsce to jest też muzyka black metalowa i rockowa, więc gdybym to puściła w świat, to ja pierdzielę. Ta branża nie wybacza. Ci ludzie nie wybaczają. No i jeżeli ktoś zaufa w 100%, to tego nie zweryfikuje i nie sprawdzi. A to jest w pewien sposób wiedza specjalistyczna, natomiast to jest tylko muzyka. A jeżeli ktoś… Tylko albo aż. Dla mnie to aż. Natomiast jak ktoś tworzy, nie wiem, treści medyczne, związane budowlanką, według Google’a, więc nieważne gdzie je tworzy, to przecież może masę błędów i takich właśnie dezinformacji popełnić, bo niby to jest tylko muzyka, ale jakby com on pomylił zespoły.

KM: Dokładnie i to nieświadomie, bo właściwie nie ma wiedzy eksperckiej, czyli tego nie przeskoczymy. Ktoś musi to sprawdzić, czyli potrzebujemy tego eksperta i pewnie więcej zrobi w tym samym czasie, ale tak jak zwykle wspomaganie. Dziś dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, ale nie z naszego typowego podwórka SEMowego. Wyszliśmy trochę dalej na podwórko mediów społecznościowych i warto myślę również znać te wszystkie aspekty, które dokładają się do marketingu, bo tak jak zawsze powtarzam, to są tylko narzędzia, z których my musimy wybrać najlepsze. To są tylko kanały, z których jeden będzie konwertował lepiej niż drugi. I to są tylko pomysły, które w przypadku naszego biznesu, naszej konkretnej branży mogą sprawdzać się lepiej lub gorzej. Bardzo, bardzo Ci dziękuję za wiedzę przekazaną, za Twoją obecność tutaj i mam nadzieję, że do zobaczenia przy kolejnych wydarzeniach.

AL: Dzięki wielkie, do zobaczenia, do usłyszenia i oczywiście zapraszam do siebie z racji tego, że pracuję w mediach społecznościowych, co nie jest standardem jednak, bo szewc bez butów chodzi, a ja jednak chodzę w butach, więc znajdziecie mnie wszędzie, także zapraszam.

KM: Ja bardzo, bardzo polecam Twój newsletter. Znajdziecie go na stronie morbananas.pl, więcej w opisie. Jeżeli szukacie takiej stałej dawki dopływu wiedzy właśnie z zakresu mediów społecznościowych i nie tylko, to gorąco polecam.

AL: Dzięki wielkie.

Agata Kowalczyk
Social Media & Content Specialist. Zajmuje się tworzeniem ciekawej komunikacji w mediach społecznościowych. Prywatnie uwielbia teatr, a zwłaszcza musicale.

Katarzyna Warzecha
Content & Marketing Manager. Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Entuzjastka wykorzystywania nieszablonowych rozwiązań w Social Mediach. Twórca treści, wróg źle postawionych przecinków. Baczny obserwator, który lubi analizować zachowania konsumentów.

Podobał Ci się artykuł? Wystaw 5!
słabyprzeciętnydobrybardzo dobrywspaniały (4 głosów, średnia: 5,00 / 5)
Loading...

Posłuchaj także

Zobacz wszystkie odcinki!
Przewiń do góry